Prezentacja z 23.05.2010



Premiera nowej linii cygar Montecristo Open miała miejsce na Habanos Festival 23 lutego 2009 roku. Promocja tych cygar to klasyczna marketingowa próba wykreowania nowego segmentu odbiorców tzw. Montecristo Generation. W zamyśle producenta cygara Open miały trafić w gusta młodych, dynamicznie rozwijających się, już zamożnych, młodych ludzi. Ludzie ci mieli charakteryzować się dążeniem do posiadania najlepszych rzeczy oraz wyróżniać się aktywnością realizowaną poprzez gustowanie w ekskluzywnych formach spędzania czasu tj. gra w polo, golfa, żeglowanie pięknymi jachtami. Ludzie Ci mieli być palaczami okazjonalnymi, traktującymi cygaro jako atrybut luksusu, podkreślający ich status. Tłumacząc to na język ludzki i odzierając z marketingowych bredni – cygara Open dedykowane były młodym, nadzianym szpanerom.

Nie posiadam danych sprzedażowych Habanos S.A., co do ilości sprzedanych cygar. Myślę, że nawet spece od marketingu w Habanos S.A. o ile z pewnością wiedzą ile cygar linii Open zostało sprzedanych, o tyle nie mogą mieć pojęcia, czy „trafili” w wykreowaną przez siebie grupę odbiorców. Zresztą …. to nie jest istotne, ponieważ skuteczność każdej tego typu kampanii marketingowej nie jest mierzona ilością produktów sprzedanych wykreowanej grupie odbiorców, ale po prostu: ilością sprzedanych produktów.

Gdy biorę pod uwagę z kim palę cygara oraz, gdy czytam tu i tam, kto pali i lubi cygara, uznaję założenia marketingowe kampanii Habanos S.A. w stosunku do linii Open za mocno chybione. Cygara pali młodzież i ludzie dojrzali, murarze, biznesmeni, nauczyciele etc., wszyscy. Piszę tu o tych, co palą, a nie o tych, co udają, że palą. Z moich obserwacji wynika też, że ci, co udają, że palą, czyli szpanują, również stanowią cały przekrój wiekowy, zawodowy, a więc i mierzony pod kątem statusu materialnego. Kampania Open w mojej ocenie mogła trafić wyłącznie w tych drugich, ponieważ oni mają tendencję do tego, żeby paląc cygara czuć się kimś innym, niż w rzeczywistości są. Na pierwszą grupę, wydaje mi się, że najliczniejszą taka, czy inna kampania marketingowa nie zadziała, bo ci akurat palą, to co im smakuje.

Habanos S.A. nie porzucił jeszcze idei swojej kampanii i drugi rok z rzędu organizuje na Kubie turniej golfowy pt. Montecristo Open Cup. Nawiasem mówiąc, kiedy oglądałem zdjęcia z tego turnieju, miałem lekki dysonans, ponieważ Ci bogaci, aktywni, zamożni trzydziestolatkowie, przechadzający się po polu golfowym w Varadero, jak jeden mąż mieli przyprószone siwizną głowy, dość pokaźne brzuchy i lekko zgarbione plecy.

Bardzo fajnie z kampanii marketingowej Open, od czasu do czasu, na elektronicznych i papierowych łamach Cigar Aficionado nabija się Jemes Suckling.

Ale …. najwyższy czas przejść do rzeczy

Tytoń w cygarach linii Open w całości pochodzi z upraw w regionie Vuelta Abajo.

Linia Open zawiera cztery formaty:

Junior: 110mm (4 1/3 cale) x 38 ring
Regata: 135mm (5 1/3 cale) x 46 ring
Master: 124mm (4 7/8 cale) x 50 ring
Eagle: 149mm (5 7/8 cale) x 54ring

Paliłem wszystkie. Czytałem o wszystkich. Większość głosów o tych cygarach nie jest pochlebna. Najczęściej opisywane są jako cygara słabo zbudowane, płaskie w smaku. W mniejszej części, pozytywnych ocen prym wiedzie Master, po nim Regata. Junior i Eagle nie należą do kategorii must have regularnych cigar smokers.

Wypaliłem już wszystkie cygara z tej linii, po kilka sztuk z każdego rodzaju. Paliłem je w ubiegłym roku, gdy były jeszcze bardzo świeże. W tym roku wypaliłem jednego Mastera i Eagle. Nie mogłem się przekonać do tych cygar.

W moim dotychczasowym odczuciu zupełnie nie pasowały do profilu Montecristo. Większość z nich była mdła. Nawet smakujący innym Master nie wyróżniał się w moim odczuciu. Cygara te stanowiły dla mnie połączenie dwóch, trzech profili smakowych, charakterystycznych dla innych kubańskich marek. Odczuwałem to połączenie jako wielce nietrafione. No, bo co może wyjść z mieszanki łagodności i gładkości RyJ z surowością Partagasa i owocowymi nutami SLR? Moje kubki odczuwały tą mieszankę niczym groch z kapustą (semantyczny odpowiednik nie trafionej mieszanki, dziwny, bo w ujęciu kulinarnym jest jak najbardziej do przyjęcia – Jerzy, o co chodzi?).

W humidorze dzisiaj rano zwróciłem uwagę na dwie zielone banderole w szufladzie przeznaczonej dla Montecristo. Zostały mi dwa Eagle. Na obecnym etapie mojego „rozwoju” cygarowego takie dwie sztuki to światło w tunelu. W mózgu mam już zakodowane, że Open dobrym cygarem nie jest. Jeszcze dwie sztuki i będę tego na 100% pewny i Open będzie mogło przejść do moich dzienników cygarowych w część pt. nie kupuj, bo nie warto. To ulga porównywalna, aczkolwiek nie identyczna, z tą kiedy znajduję cygaro, które przechodzi do części pt. to jest to, kupujemy i palimy. Myślałem więc, że jeszcze dwie sztuki, z których jedna już dzisiaj i będę miał spokój sumienia. Dzisiejsze palenie zaburzyło jednak ten prosty cykl.

Podczas oględzin, a każde cygaro, niezależnie, który raz palę, oglądam z uwagą, pomyślałem sobie: piękna jesteś ślicznotko, ale dobrze mi z Tobą nie było nigdy i teraz pewnie też nie będzie. Cygaro ma śliczny, jasnobrązowy wrapper, jednolity kolorystycznie, żyłek jak na lekarstwo, te, które widać są cienkie i dyskretne. Konstrukcja bez zarzutu. Pachnie cedrem. Na sucho smakuje ziemiście, lekko słodko. Ciąg suchy po minimalnym obcięciu kapturka jest idealny.

Odpaliłem i się zdziwiłem. Dzisiejszy egzemplarz nie przypominał mi żadnego z dotychczasowych Eagle i żadnego z pozostałych Open. Pierwsze porcje dymu były obfite i gęste. Składały się ze zdecydowanej ziemisto – skórzanej, dyskretnie miodowo słodkiej bazy. Aromat był bardzo dobrze zbalansowany. Moc średnia. Od początku dobrze zbudowane. I tak raczyło mnie przez pierwszą tercję.

W trakcie pierwszej tercji cygaro mimo, że od początku dobrze zbudowane i wydzielające wyraźne, rozpoznawalne nuty smakowe, cały czas jednak się buduje. W drugiej tercji jest wprost znakomite. Baza z pierwszej tercji jest w fazie rozkwitu. Nie ma tu, ani śladu stwierdzonych przeze mnie we wcześniej palonych cygarach Open – mdłości, mącznych chmurek. Cygaro wydziela bardzo zdecydowany aromat. Ze zdziwieniem stwierdzam, że trudno go porównać do innych kubańskich cygar, straciło syndrom naśladownictwa, który odczuwałem w poprzednich z nim spotkaniach.
W drugiej tercji wyraźnie wyczuwalne są nuty dojrzałych (nie: przejrzałych) owoców. Zaczyna również lekko (czytaj: przyjemnie) drażnić pieprzem.

Trzecia tercja utrzymuje ziemisto – skórzany, lekko oblany miodem smak, pieprzu jest już zdecydowanie więcej. Nuty owocowe przeplatają się z migdałami. Opisy tych smaków znajduję w swoich i cudzych recenzjach innych kubańskich cygar, co mogłoby sugerować, że paląc różne cygara wciąż piszemy o tym samym lub, co najmniej podobnym Tak nie jest. Trudno oddać rzeczywiste odczucia smakowe, zwłaszcza, że zdecydowana większośc cygar kubańskich mniej lub więcej podobieństw w mianowniku posiada. Dla mnie dzisiejszy Orzeł jest czymś nowym w moich kubańskich doświadczeniach. Trudno mi go z czymś porównać. Będę bardzo zadowolony jeśli ostatnia sztuka, którą posiadam i zamierzam wypalić wkrótce, powtórzy dzisiejsze odczucia. Jeśli tak będzie to biorąc pod uwagę, że Eagle ma rozmiary, które ostatnio coraz częściej preferuję, chyba będę musiał zainwestować w pudełko. A miało być tak standardowo i prosto, dwie sztuki i adios!









Wniosek: te cygara powinny leżeć i dojrzewać.